niedziela, 11 marca 2012

 

Witajcie! Kopę lat!

Nie zaglądam tu zbyt często, bo los na razie trzyma mnie z dala od arabskich klimatów. Przymroził mi język do polskiej szyby i nie chce puścić. Ale przyszła odwilż! A we mnie znów wypuszcza pączki nadzieja, że uda mi się wyrwać na Wschód i tam rozkwitnąć niczym pustynna róża...

Ok, pomarzyłam, teraz do rzeczy.

Odczytałam dziś na mojej zakatarzonej poczcie wiadomość z 9 grudnia zeszłego roku... I zrobiło mi się głupio, gdy uświadomiłam sobie, że odpisuję komuś po trzech miesiącach... Trochę to... nieelegancko... Dlatego mam małe ogłoszenie parafialne. Taki  mini-apel.

Jeśli ktoś, kto trafił na mojego bloga, postanowił wysłać mi mejla na adres zakatarzona@gmail.com (co oczywiście jest jak najmilej widziane), to bardzo proszę o pozostawienie powiadamiającego o tym komentarza pod ostatnim wpisem, dzięki czemu nie wyjdę na ignorującą innych głupią pipę i odpowiem w przyzwoitym terminie ;) Na swoje usprawiedliwienie dodam, że pocztę sprawdzam rzadko, gdyż na co dzień pisze do mnie głównie Rossmann albo Pizza Hut, a oni przecież nawet nie chcą, żeby im odpisywać ;)

 

13:20, z.a.k.a.t.a.r.z.o.n.a , Zakatarzona
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 lipca 2011

 

Przeglądając katarskie albumy, natrafiłam na to rewelacyjne zdjęcie. Zrobiła je moja koleżanka K. Mam nadzieję, że za naruszanie praw autorskich nie zostanę przez nią naruszona, ale naprawdę, nie mogłam się powstrzymać!

 

 

Na uwagę zasługuje nie tylko Mona Lisa przyodziana w tradycyjną katarską maskę, ale także (a może przede wszystkim) ten genialny czerwony kapelusz. Wystarczy założyć go na głowę i już się chodzi jak w zegarku! ;) 

Ze szczególną dedykacją i pozdrowieniami dla Kapelutków oraz wszystkich ich wielbicieli ;)

17:30, z.a.k.a.t.a.r.z.o.n.a , Zakatarzona
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 czerwca 2011

 

Katar znów przeleciał mi koło nosa. Tym razem w postaci Qatar Airways.

Zaaplikowałam i wzięłam udział w procesie rekrutacji, ale nie udało się. Cóż, widocznie nie jest mi pisane latanie QA. Przynajmniej nie jako cabin crew. Czy żałuję, że nie dostałam tej pracy? Nie. Zupełnie. Nie są aż tacy fajni, jak im się wydaje :p

 

 

12:19, z.a.k.a.t.a.r.z.o.n.a , Wielki Odlot
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 maja 2011

 

Katar przez chwilę był bardzo blisko. Na wyciągnięcie ręki. W powietrzu nawet wisiał już zapach pustyni. Wszystko przypominało mi o miejscach i chwilach tam spędzonych. 

Niestety. Na razie wciąż bez biletu na Wschód. 

 

zakatarzona.blox.pl

 

zakatarzona.blox.pl

11:18, z.a.k.a.t.a.r.z.o.n.a , Zakatarzona
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 kwietnia 2011

 

Skoro na razie góra nie chce przyjść do Mahometa, to Mahomet przyjdzie do góry. A tłumacząc z polskiego na nasze – skoro Katar na razie zamyka przede mną swoją granicę, to ja będę podróżować do niego poprzez oglądanie zdjęć zalegających mi w katarskich folderach i publikowanie co poniektórych tu oto oraz pisanie notek od czasu do czasu. A co! A jak sobie tak mocno mocno wyobrażę, że tam jestem, to w końcu to stanie się rzeczywistością:) Nikt nie wierzy w moc wizualizacji bardziej niż ja. No może jeszcze Bulos. Pamiętacie mojego amigo? Już raz wizualizacja pomogła nam pojechać do Kataru i oboje głęboko wierzymy, że teraz też nam się uda:)

Swoją drogą… ciekawe jak zmieniła się Doha od naszego wyjazdu…

 

15:36, z.a.k.a.t.a.r.z.o.n.a , Zakatarzona
Link Komentarze (5) »
sobota, 09 kwietnia 2011

 

Za wiatrem we włosach i pisakiem w zębach. Za zielonymi taksówkami Karwy, których nie można było złapać, kiedy były najbardziej potrzebne. Za tanimi papierosami, które w upale smakowały koszmarnie. Za słońcem, które zawsze zachodziło o tej samej porze.

Katar mnie wzywa. Coraz głośniej. Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, ale na pewno tam wrócę. Czuję to. Czuję. I chcę! Po 10 miesiącach życia w "normalności" chcę znów doświadczyć absurdów Zatoki. I przespacerować się Cornishem:)

 

 

 

17:20, z.a.k.a.t.a.r.z.o.n.a , Zakatarzona
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 czerwca 2010

 

Coś mi nie wypalił pomysł z tym blogiem. Ale tak to już jest, jak się ma więcej niż jedno dziecko i w dodatku to drugie kocha się bardziej:/

Katarska przygoda się skończyła. Przynajmniej na razie. Nie opisałam nawet 1/10 z tego co tam się działo i co chciałam opisać. Ale jeszcze nic straconego. Przecież zawsze mogę trochę powspominać. I kto wie, może takie spojrzenie z perspektywy będzie ciekawsze niż bezpośrednia relacja...?

Na razie jednak muszę poświęcić się codziennej szarej rzeczywistości:/ Choć ciężko mi podjąć jakiekolwiek działania, bo jedyne na co mnie stać, to zwinąć się w kulkę pod kocem i nie wyściubiać nosa. Szok termiczny mnie zabija. Jedyny katar, jaki mi na razie pozostał, to ten trywialny nieżyt nosa.

Dlaczego zawsze tęsknimy do tego, czego aktualnie nie ma?

 

 

11:17, z.a.k.a.t.a.r.z.o.n.a , Zakatarzona
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 kwietnia 2010

 

Jak chyba każdy Polak cały wczorajszy dzień spędziłam przed telewizorem i komputerem, oglądając relacje i czytając najnowsze wiadomości o katastrofie polskiego rządowego samolotu. CNN, BBC W, BBC Arabic, Al-Jazeera i wiele innych stacji na całym świecie przerywało swoje programy, żeby na bieżąco przekazywać informacje z tego targicznego wypadku. To były dosłownie breaking news - złamały i załamały wszystkich nas, bez względu na poglądy polityczne i sympatie partyjne. Zapewne jeszcze długo będziemy o ich konsekwencjach czytać w porannych gazetach:(

 

 

 

 

 

['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']['][']

 

 

12:07, z.a.k.a.t.a.r.z.o.n.a , Zakatarzona
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 kwietnia 2010

 

10 minut autobusem od miejsca, w którym diabeł mówi dobranoc znajduje się kościół. Na środku niczego. Na środku pustyni. Wizyta w kościele to prawdziwa wyprawa, którą czasami sobie serwujemy z Bulosem. Trzeba poświęcić pół dnia, żeby tam dotrzeć i drugie pół, żeby wrócić, ale jeszcze się nie zniechęciliśmy. Nie ma co narzekać. Przynajmniej jest droga, której jeszcze 2 lata temu nie było wcale i autobus, który wprawdzie jedzie jakoby na około, ale jedzie i nawet dojeżdża.

Patronką kościoła jest Matka Boża Różańcowa. Jest on częścią całego kompleksu, w którym swoje kaplice mają różne odłamy chrześcijańskie. Oczywiście na zewnątrz budynku nikt nie dopatrzy się krzyża, ale sam fakt, że świątynia jest wybudowana oficjalnie, z wszelkimi potrzebnymi pozwoleniami i na ziemi ofiarowanej przez emira budzi pozytywne zdziwienie.

Na Nabożeństwie Wielkiego Piątku zjawiły się tłumy większe niż zwykle. Równocześnie odbywało się nabożeństwo po arabsku wewnątrz świątyni i drugie po angielsku na placu.

 

A w Wielką Sobotę poszliśmy poświecić koszyczek, a właściwie jego zawartość:)

 

Radosnych, kolorowych, smacznych Świąt! :)

 

 

17:57, z.a.k.a.t.a.r.z.o.n.a , Dzień Za Dniem
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 marca 2010

 

Przedłużając agonię mojego blogu publikuję jeszcze parę fot. Choć chyba raczej powinnam opublikować klepsydrę.

Nie chce mi się pisać, zwyczajnie. Nic ekscytującego się nie dzieje. Nigdzie nie bywam, nie zwiedzam, nie przeżywam, nie poznaje. Ten Katar to w sumie nudne miejsce. No i ja ostatnio jestem bardziej nudna niż zwykle, więc to pewnie też powód niniejszej stagnacji.

W sumie jeszcze 3 miesiące, więc wstrzymam się na razie z przeprowadzaniem eutanazji zakatarzonej. Kto wie, może jeszcze mnie napadnie wena. Znienacka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

10:50, z.a.k.a.t.a.r.z.o.n.a , Dzień Za Dniem
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4